Jestem nieco wściekły

· Ten tekst jest dostępny również po angielsku

Jestem nieco wściekły i chyba mam taki okres w życiu, że - rozglądając się wokół - chciałbym widzieć trochę tej wściekłości również u innych.

I - przyznam szczerze - nieco widzę, ale w takiej perspektywie, jakbym to ja był wariatem w oczach wszystkich wokół.

Cóż, może jestem.

Pamiętam, gdy musiałem w podstawówce chodzić w spodniach, które (będąc z drugiej ręki) wyróżniały się okropnym sprano-fioletowym kolorem. Sam fakt, że nie stać nas było na nowe ubrania dla mnie nie bolał tak bardzo, jak to, że na minus wyróżniałem się wśród rówieśników - cóż, taki wiek.

Ale najpierw fakty: Pochodzę z dość biednej rodziny - nigdy nie wyjeżdżaliśmy na żadne egzotyczne wakacje, nigdy nie mieliśmy nowego auta, jednym słowem: nie przelewało się.

Pracuję od roku 1998. Późne lata 90 w Polsce były trudne na rynku pracy: dopiero w 2001 znalazłem pracę, w której mogłem się wykazać i poczułem się wtedy, jakbym złapał Pana Boga za nogi - moja pensja nagle wzrosła dwukrotnie i było to bardzo przyjemne: mogłem odetchnąć z ulgą tym bardziej, że w domu czekała na mnie młoda małżonka opiekująca się naszym pierwszym, rocznym synkiem.

No właśnie: w domu. Wtedy uznawałem to za naturalny bieg spraw, ale mieszkaliśmy w mikroskopijnej kawalerce o metrażu 25m² na osiedlu, które nie rozpieszczało. Mimo to czułem, że jeśli będziemy się kochać i trzymać razem - damy radę wszystkim przeciwnościom losu; i kiedyś, w końcu, ciężko pracując, dojdziemy do w miarę komfortowego życia. Tak od zawsze zresztą uczyli nas nasi rodzice i dziadkowie: „ciężką pracą ludzie się bogacą”, powiadali.

Spoiler: oszukali mnie! ;)

Dzisiaj zbliża się koniec roku 2026. Przez ten czas cały czas podnosiłem swoje kompetencje, starałem się nie tylko rozwijać zawodowo, ale również uruchomić własny biznes, kierować się racjonalnymi wyborami, oraz cały czas ciężko pracować. Jestem dzisiaj ojcem dwóch wspaniałych synów i mężem tej samej, pięknej i inteligentnej kobiety z którą ponad ćwierć wieku temu się związałem - słowem: życie pełne sukcesów!

Jest tylko malutki zgrzyt: mój dom. Nie mam go, a bardzo chciałbym. Chciałbym móc wyjść w chłodny letni poranek i razem z małżonką zjeść pyszne śniadanie lub wypić poranną kawę patrząc na zieleń trawy lub drzew. Chciałbym móc zainstalować sobie panele fotowoltaiczne z baterią, żeby obniżyć rachunki za prąd i zabezpieczyć się przed przerwami w dostawie energii. Chciałbym mieć własny garaż.

Wyobraź sobie: od 25 lat zarabiam lepiej niż przeciętny mieszkaniec tego kraju, moja żona też pracuje i na pensję nie narzeka - mimo to, nie stać nas na cholerny dom w cholernej Polsce! Nawet nie w Warszawie, stolicy Polski - nie stać nas na dom z garażem nawet na wsi!

Co poszło nie tak?

Kryzys mieszkaniowy?

Bezpośrednią inspiracją do tych narzekań był raport opublikowany 2 września 2026 na stronie Taylor and Francis Online . Raport próbuje porównać kraje Europy odpowiadając na pytanie: „Jaki metraż mieszkania możesz kupić odkładając 1/3 swojej pensji na zakup domu w kredycie na 30 lat”.

To teraz popatrz na mapkę poniżej: mapka pokazuje natężeniem koloru metraż na jaki cię będzie stać w różnych rejonach krajów Europy: czym ciemniej, tym mniejszy metraż.

Sami autorzy raportu przyznają w swoim raporcie, że „Polska (…) szczególnie wyróżnia się bardzo niską przystępnością cenową…”
Sami autorzy raportu przyznają w swoim raporcie, że „Polska (…) szczególnie wyróżnia się bardzo niską przystępnością cenową…”

Pewnie słyszałeś, że w Polsce jest relatywnie tanio na tle rozwiniętych krajów Zachodu, co?

No to teraz popatrz na tę mapkę. Potem jeszcze raz powtórz sobie: w Polsce jest tanio. Potem znowu popatrz na mapkę.

Głupio ci?

Mi się zrobiło głupio.

Ale z drugiej strony trochę mi ulżyło. No bo przez ostatnie lata żyłem jakby na skraju dwóch (niepasujących do siebie) światów: z jednej strony znajomiRównież z branży IT (a więc z dobrymi zarobkami), i to część z nich nawet starsza ode mnie borykają się z kredytami, z drugiej strony widzę wokół mnóstwo ludzi, którzy remontują swoje domy wymieniając jednocześnie auta na takie, których same koszty serwisowania przyprawiają mnie o miękkie kolana.

Mimo wszystko czułem, że muszę coś zrobić. Zarysowały mi się następujące opcje:

  • zakręcę się za lepszą pracą, wezmę kredyt i w końcu kupię sobie dom na totalnym wypizdowie
  • idąc śladem największych bogaczy przestanę potulnie płacić wszystkie podatki, zacznę robić przekręty, może trochę pokradnę, dorobię się milionów i na luzie kupię sobie dom w Kalifornii
  • machnę ręką na rządzę posiadania, ale przynajmniej zrobię sobie wypasioną analizę tego, co jest faktem versus co się w tym temacie publicznie mówi.

Oczywiście - niewiele myśląc - zabrałem się za scenariusz trzeci, bo jestem (do czego nie powinniście mieć wątpliwości) niedopasowanym do życia w społeczeństwie wariatem 💪