Muzyka, Rudolf poleca
· Ten tekst jest dostępny również po angielsku

Muzyka wpływa na mnie (założę się, że na ciebie również) na wiele sposobów i gdy sobie zacząłem o tym myśleć, doszedłem do konkluzji, że - w zależności od nastroju, kontekstu i potrzeb - słucham jej też bardzo różnie:
- daję się porwać nastrojowi (i w sumie wtedy nawet nie potrzebuję rozumieć słów, jeśli istnieją)
- podążam za samym rytmem - dając się mu hipnotyzować (mam wrażenie, że wpuszczając wtedy utwór do najbardziej prymitywnej warstwy mojego umysłu)
- wsłuchuję się w harmonię dźwięków i ich cudownie soczyste brzmienie
- zachwycam się tym, jak muzycy tworzący zespół grają, robią dziwne miny, porozumiewają się wzrokiem i dają się porwać temu, co sami tworząJak masz podobnie jak ja, to polecam szczególnie sesje nagraniowe takich zespołów jak Pomplamoose, ze szczególnym wskazaniem na basistę w tym teledysku .
Mój młodszy syn też ostatnio opowiadał mi o tym, jak potrafi odbierać muzykę (i wręcz odlecieć słuchając jej) - roztoczył wizję jakichś ptaszków latających i moszczących się na słyszanych przez niego dźwiękach - fascynujące!
I nie wiem, czy to kwestia tego, ile rodzajów muzyk słyszałem, czy czegokolwiek innego, ale wierzę, że żyjemy w złotych czasach muzyki. Muzyka jest niezwykle różnorodna, niezwykle dostępna.
Ale wiesz co? Ze smutkiem konstatuję, że… z nikim już nie rozmawia się o muzyce, przynajmniej w mojej bańce!
Okay, może nie do końca z nikim, ale rozumiesz, chodzi mi o to, że 30 lat temu, gdy całe grupy społeczne były eksponowane na podobne nowości muzyczne (innymi słowy: dostępność muzyki, przynajmniej w ówczesnej Polsce, była słaba), to mówiło się więcej o tym, co się odkryło, co nas poruszało, co zachwycało, a co odrzucało.
Dziś, mam wrażenie, raczej został ten ostatni wątek i to w postaci resztek: ludzie raczej narzekają, a i to robią słabo, jakby im się nie chciało, jakby im nie zależało.
Przy takim podejściu do wymiany opinii, jak tu znajdować nowe brzmienia, nowych artystów?
Słyszę często, że serwisy muzyczne oferujące muzykę w abonamencie mają świetne algorytmy polecające. Moje doświadczenie mówi: gówno prawda! Przetestowałem polecajki od Spotify, Apple Music oraz Youtube’a - każdy z tych serwisów jest beznadziejny w podsuwaniu mi nowej muzyki!
Może to wynika z tego, jakiej muzyki słucham (wątpię), albo po prostu z tego, że nie jestem targetem dla tych serwisów? Cóż, w takim razie dla tych, którzy również nie są targetem, polecę dzisiaj nieco „mojej” muzyki: nie zawsze nowej, ale za to takiej, która zrobiła w ciągu ostatnich lat na mnie pozytywne wrażenie.
Zacznijmy więc od najstarszego na dzisiejszej liście: bardzo przytulny, zimowy kawałek ukrywający się pod tytułem „Raising Venus”. Kawałek, który kojarzy mi się z gorącą czekoladą pitą wieczorem z zamkniętymi oczami.
Trzymając się kobiet-wokalistek, polecam również gorąco „Hollywood Calling”: Addie Hamilton ma świetny, słodki głos i jego zestawienie z rockowo-orkiestrowym akompaniamentem zachwyciło mnie, tak po prostu.
Relatywnie niedawno zwrócił moją uwagę Petite Etoile - kawałek na tyle popowy, że usłyszałem go kiedyś w radiu, jadąc samochodem. Marzę, by kiedyś zobaczyć świetnie zrobione video, gdzie mógłbym popatrzeć jak Beth Ditto to śpiewa.
Natomiast odchodząc na chwilę od utworów wokalnych, uwiódł mnie SMASH - nie wiem, jak można zagrać tak zajebisty numer, żeby bez żadnych słów potrafił wygenerować w mojej głowie tak dynamiczne obrazy, no ale jak widać: można.
I na koniec petarda, moja ulubiona artystka ostatnich lat, Noga Erez w utworze „End of the Road”. W ogóle, polecam cały nagrany wówczas koncert, jeśli ten rodzaj grania ci podchodzi.
Lubię delektować się muzyką, tak samo jak dobrym jedzeniem. Natomiast jeśli lubisz (jak ja) również smakować słowo pisane, zapraszam cię dzisiaj do pięknego eseju Henrika Karlssona, którego fragment pozwolę sobie na koniec zacytować, jako swego rodzaju zachętę do całości:
Teraz, kiedy się nad tym zastanawiam, podejrzewam, że żadne z wyjaśnień tego, dlaczego muzyka nas porusza, nie daje mi satysfakcji z jednego powodu: istnieje ogromna przepaść między prostotą jej podstawowych elementów a tym, jak daleko sięgają ich skutki.
Zastanawiam się, czy o muzyce nie najlepiej byłoby myśleć jako o zjawisku emergentnym. Powstaje z drobnych, zwyczajnych działań: szarpnięcia struny, wpływania na sposób, w jaki przetwarzamy emocje, poruszania się w rytm innych ludzi, by poczuć z nimi więź, i tak dalej. Ale tego, co się z nich wyłania — tych porywających doświadczeń egzystencjalnych — nie da się zrozumieć, przyglądając się jedynie poszczególnym elementom. Podobnie nie da się zrozumieć zachowania wydmy, badając pojedyncze ziarnko piasku. Wydmy przemieszczają się, przy czym większe robią to wolniej niż mniejsze, a kiedy się zderzają, na różne sposoby wymieniają się piaskiem. Pojedyncze ziarnko piasku nie zachowuje się w żaden z tych sposobów.