Nienawidzę korporacji
· Ten tekst jest dostępny również po angielsku
Poruszyła mnie dzisiaj sytuacja z jednym z większych dostawców prywatnych usług medycznych w Polsce, Medicover.
Sytuacja w wielkim skrócie polega na tym, że lekarz popełnił błąd, a jego naprawienie - mimo, że kosztowałoby firmę jedynie jakieś 50pln i zajęło 30 minut - trwa już 4 dni, spaliło parę godzin pracy zatrudnionych pracowników, zużywa mój i małżonki czas (i nerwy) oraz naraża zdrowie jeszcze innego pacjenta.
Jednym słowem: nic specjalnego, dzień jak codzień w wydaniu korpo.
Mimo to, muszę ci się do czegoś uczciwie przyznać: co do zasady mocno wierzę, że duże organizacje są swego rodzaju „wyższym” etapem rozwoju naszego gatunku. Naprawdę.
Wierzę w korporacje (jako koncept)
Pisał kiedyś o tym Jonathan Haidt w swojej książce Prawy umysł: odwołując się do teorii biologów Johna Maynarda Smitha i Eörsa Szathmáryego dotyczącej tzw. wielkich przejść ewolucyjnych.
Haidt postuluje, że w historii życia na Ziemi wielkie przełomy następowały wtedy, gdy osobniki zaczynały ze sobą ściśle współpracować tworząc jednostkę wyższego rzędu - superorganizm.
Obrazuje to przejściem od pojedynczych owadów do rojów pszczół czy mrówek; dodaje, że ludzie robili to już w przeszłości na mniejsze skale organizując się najpierw w plemiona, potem w miasta-państwa, a w czasach nowożytnych - właśnie w korporacje. Twierdzi, że dzięki określeniu zasad działania takich organizacji (w tym jasnego podziału ról), korporacje zaczęły funkcjonować jak dostosowujące się do zewnętrznych warunków, zintegrowane superorganizmy, które zresztą - podobnie do procesów biologicznych - w procesie rynkowej selekcji rozrastają się, dominują i wypierają mniejsze jednostki.
Z argumentacją Haidta jest kilka problemów: wydaje się, że trudno pogodzić jego argumenty z faktem, że dołączając (jako pracownik) do dużej organizacji nie oddajemy swojej indywidualności: korporacje więc to nie nowe „organizmy”, lecz raczej przynoszące wzajemne korzyści relacje natury kontraktowej.
Pokusiłbym się wręcz do stwierdzenia, że motywacje jednostek we wszelkich organizacjach to prawie zawsze własny interes.
Drugie istotne wyzwanie dla argumentacji autora Prawego Umysłu to twierdzenie, że korporacje powstały, bo „rozwiązały” problem oszustów i pasażerów na gapęProblem pasażera na gapę (ang. free-rider problem) to zjawisko, w którym ktoś korzysta ze wspólnego dobra lub wysiłku całej grupy, ale sam nie ponosi żadnych kosztów ani nie dokłada pracy. Przykład: projekt grupowy w szkole lub na studiach: cztery osoby pracują pisząc referat, a piąta nie robi nic. Na koniec cała piątka dostaje tę samą ocenę; ta piąta osoba jest właśnie „pasażerem na gapę”. .
Nie wiem jak ty, ale ja pracowałem w korporacji i trochę mi się chce z tego śmiać: każdy, kto choć przez chwilę był zatrudniony w takiej firmie doskonale wie, że to nieprawda! Znowu: kierowanie się własnym interesem (często widzianym krótkowzrocznie) jest nagminne, a czymże innym niż bycie pasażerem na gapę jest unikanie odpowiedzialności i dążenie do jak najmniejszego wysiłku by zebrać jak najwięcej?
No i tutaj objawia się w pełni moja ambiwalencja wobec korporacji: z jednej strony chylę czoła przed ich potęgą na tle innych rodzajów współpracy, z drugiej strony - widząc morze krzywd, jakich się dopuszczają - szczerze ich nienawidzę!
Morze krzywd
Arconic: Grenfell Tower

Pożar wieżowca Grenfell Tower, 14 czerwca 2017
W 2017 roku w Londynie wybuchł pożar 24-piętrowego wieżowca: zginęły 72 osoby (w tym 18 dzieci). Nie tak długo przed pożarem wieżowiec przeszedł remont, podczas którego zamontowano nową elewację i izolację.
W momencie pożaru, firma Arconic (jedna z 3 firm odpowiedzialna za remont elewacji w wieżowcu) posiadała od 12 lat wyniki pokazujące, że panele, które zamontowali są wyjątkowo niebezpieczne w zetknięciu z ogniem - mimo to ściemniali, żeby zrealizować swoje cele sprzedażowe i nie ponieść zbytnich kosztów. Komisja śledcza ustaliła, że Arconic świadomie ukrywał zagrożenie związane z palnymi panelami elewacyjnymi.
Arconic ujawnił, że musieli wypłacić 61 mln USD dla poszkodowanych i rodzin oraz… 74 mln USD dla akcjonariuszy. Kumasz? Akcjonariusze pozwali Arconic, zarzucając, że firma wprowadzała ich w błąd co do bezpieczeństwa swoich produktów i przez to naraziła ich na straty finansowe - w efekcie firma wypłaciła więcej kasy im, niż poszkodowanym fizycznie!
No, możnaby pomyśleć: zapłacili słono za matactwa, co? Nie do końca: analiza dokumentów finansowych wykazuje, że ubezpieczenie pokryło 53 mln USD tych pieniędzy dla poszkodowanych oraz pełne 74 mln USD dla akcjonariuszy.
Dla skali: ostatnie opublikowane przychody roczne przed ugodami wynosiły 8,96 mld USD (za rok 2022). W efekcie gdy zapłacili z własnej kieszeni te 8mln USD (61mln-53mln z ubezpieczenia) to stanowiło to… 0,0893% ich rocznego przychodu!
Inaczej: jeśli zarabiałeś średnie wynagrodzenie w 2025, to dla ciebie odpowiednik tych 8 mln wynosiłby 95,41 PLN (czyli 7,95 PLN na miesiąc).
Za doprowadzenie do katastrofy dotychczas nikt nie został skazany, a zabezpieczenie i rozbiórka wieżowca po pożarze mają odbyć się na koszt podatnika.
Horizon i Poczta UK

„Ujmę to tak, panie Amer. Systemy komputerowe serii 9000 są najbardziej niezawodne ze wszystkich, jakie kiedykolwiek stworzono. Żaden z nich nigdy nie popełnił błędu ani nie zniekształcił informacji.”
Państwowa Poczta w UK działa w oparciu o system Horizon dostarczony przez firmę Fujitsu. To duży, skomplikowany system, i jak to każdy system tego typu przedstawiany był jako niezawodny. Niestety, potrafił wykazywać nieistniejące braki pieniędzy. Pracowników placówek obciążano obowiązkiem ich pokrycia, oskarżano o kradzież, oszustwa i fałszowanie ksiąg. Efekt był taki, że ludzie tracili oszczędności, domy, reputację i wolność.
Jedną z ofiar była Seema Misra - kobieta prowadzącą lokalną placówkę pocztową. Po wykazaniu przez system niedoboru około 74,6 tys. funtów Post Office oskarżył ją o kradzież. W listopadzie 2010 r. skazano ją na 15 miesięcy więzienia. Jej skazanie uchylono dopiero w 2021 r. Przed komisją opowiadała, że do ostatniej chwili wierzyła, iż nie zostanie uwięziona za przestępstwo, którego nie popełniła.
Smaczek: po jej skazaniu ówczesny dyrektor Post Office David Smith napisał do współpracowników:
„Świetna wiadomość. Dobra robota. Proszę przekazać moje podziękowania zespołowiTen mail znajduje się w materiałach komisji. Smith później za niego przepraszał. ”.
Raport komisji, która w końcu zbadała sprawę, mówi o 13 samobójstwach potencjalnie związanych ze skandalem, 59 osobach rozważających samobójstwo i dziesięciu, które podjęły próbę.
- W marcu 2026 r. komisja Izby Gmin stwierdzała, że Fujitsu nie wpłaciło nic do systemu rekompensat, mimo uznania moralnego obowiązku udziału w kosztach; firma oczywiście nadal korzystała z publicznych kontraktów
- Do końca sierpnia 2026 r. w programach rekompensat za tę aferę wypłacono 1,697 mld GBP ponad 13 500 osobom. Komisja parlamentarna jasno podkreślała finansowanie kosztów przez podatnika
- W maju 2026 r. policja informowała o 53 osobach objętych dochodzeniem i planie przekazania materiałów do decyzji o zarzutach dopiero pod koniec 2027 lub na początku 2028 r.
Wyobrażasz to sobie? Niewinni ludzie zdążyli odsiedzieć wyroki, stracić dorobek życia i umrzeć, zanim zakończono ustalanie odpowiedzialności tych, którzy do tego doprowadzili. Dostawca systemu w międzyczasie nadal otrzymywał pieniądze z publicznych kontraktów, podczas gdy podatnicy finansowali rekompensaty.
Aaron Swartz i firmy tworzące AI
Swartz był programistą i działaczem na rzecz otwartego dostępu do informacji. W roku 2010 ustawił pobieranie dokumentów naukowych z JSTOR, tj. cyfrowej biblioteki prac naukowych za pomocą konta gościa, wydanego dla niego przez MIT. Został oskarżony o obchodzenie blokad, nieuprawniony dostęp do komputerów i zamiar publicznego udostępnienia materiałów.
Prokuratura ogłosiła, że grozi mu maksymalnie 35 lat więzienia i milion dolarów grzywny. Rok później rozszerzono akt oskarżenia do 13 zarzutów przestępstw. JSTOR odzyskał materiały i potwierdził, że nie zostały rozpowszechnione, więc oświadczyli, że nie są zainteresowani dalszym prowadzeniem sprawy, ale państwowe postępowanie karne trwało. Zaszczuty Swartz popełnił samobójstwo 11 stycznia 2013 r., mając 26 lat, przed procesem.
Przykra sprawa, co? To teraz popatrz co robią nowoczesne korporacje:
- OpenAI: Sąd w postanowieniu z 6 lutego 2026 r. opisał, że OpenAI w 2018 r. pobrało pirackie książki z Library Genesis: powstały z nich zbiory wykorzystane do trenowania GPT-3 i GPT-3.5. Toczą się postępowania cywilne.
- Meta: Sąd opisał pobranie archiwów LibGen w 2022 r. i Anna’s Archive w 2024 r. przez BitTorrent. Firma postanowiła wykorzystać LibGen do treningu swoich modeli AI. Gdy ustalono, że baza zawiera większość książek oferowanych przez część wydawców, Meta porzuciła negocjacje licencyjne.
- Anthropic: Sąd ustalił pobranie ponad siedmiu milionów pirackich kopii książek, w tym co najmniej pięciu milionów z LibGen i dwóch milionów z Pirate Library Mirror. Opisał również wiedzę firmy o pirackim pochodzeniu materiałów.

Zauważ, że wszystkie te firmy wykorzystywały te materiały do budowania produktów komercyjnych. Wiem, że Anthropic zawarł już ugodę w tej sprawie, natomiast w przypadku Meta i OpenAI nie znalazłem żadnej informacji o rozliczeniu.
Ten przykład firm rozwijających AI jest szczególnie bolesny gdy zestawi się z takimi przypadkami jak Swartza.
A to przecież nie koniec: w pogoni za zyskiem oraz cięciem kosztów praktycznie wszystkie pozostałe korporacje używające właśnie tych (wytrenowanych na ukradzionych książkach) Sztucznych Inteligencji będą zwalniać ludzi i pozbawiać ich poczucia wartości tego, co robią!
Co wtedy? Wkurwimy się i spalimy tych skurwieli?
Pewnie zależy od tego, jak szybko to nastąpi: jak odpowiednio wolno, to damy się ugotować.
Usunąć zachęty
Jak to w ogóle naprawić? Nie mam zielonego pojęcia, jestem za głupi na to. Wiem, że korporacje to coś, co potrafi pozbawiać godności, działać wręcz odczłowieczająco, ale z drugiej strony wciąż wierzę, że samo-organizowanie się ludzi w organizacje, których działanie będzie zupełnie inaczej modelowane niż działania jednostek jest nieuniknione. Efekt jest zbyt potężny, byśmy tego nie robili.
Patrząc na dzisiejsze firmy, to jak powstają i jak następuje całe zgównowacenie ich produktów i usług, mam ochotę postulować, by korporacje nie były zależne od dawców kapitału. Wiesz, chodzi mi o to, że jest różnica między biznesem, który sobie powoli zdobywa rynek (w sposób organiczny) a taką firmą, do której wchodzi inwestor Venture CapitalFirmy venture capital (VC) zbierają pieniądze od inwestorów i finansują startupy w zamian za udziały (akcje), licząc, że później sprzedadzą je z dużym zyskiem. Presja na ten zysk może prowadzić do „gównowacenia” (ang. enshittification), czyli pogarszania usług: startup najpierw przyciąga ludzi tanim i dobrym produktem, zamyka klientów w swoim ekosystemie, a gdy trudno im odejść - podnosi ceny, dokłada reklamy i ogranicza darmowe funkcje. .
No ale wtedy przypominam sobie jak w 2013 uruchamiałem biznes który wymagał zakupu kilku maszyn - musieliśmy z bratem zainwestować 150 000 PLN, żeby go w ogóle uruchomić: a więc nawet w takim dość drobnym przypadku, posiadając typowy polski portfel w kieszeni, bez „dawcy kapitału” nie wystartujesz.
Tylko czekaj, my skorzystaliśmy z bankowego kredytu: może to właśnie znaczy, że agresywni inwestorzy nie są potrzebni? Może wystarczy opierać się jedynie na bankachNo tak, zapomniałbym: banków jeszcze bardziej nienawidzę niż korporacji! Cholera! , które nie wtrącają się w sprawy operacyjne i zabezpieczają swoje inwestycje instrumentami finansowymi, a nie wpieprzaniem się w decyzje jak firmę prowadzić?
Z jednego powodu wątpię, by to rozwiązywało główny problem: bo widzisz, jeśli jedynym wewnętrznym imperatywem jest maksymalizacja zysku dla akcjonariuszy, to korporacja jest wręcz zmuszana do znajdowania sposobów przerzucania wszelkich kosztów na zewnątrz!
Na zasadzie: prywatyzacja zysków, uspołecznianie strat.
No więc wypadałoby wziąć na celownik inne mechanizmy: na przykład odpowiedzialność zarządzających: jak to kurwa jest, że mając świadomość, że korporacją zarządza konkretny człowiek godzimy się na to, żeby go nie rozliczać w momencie, gdy firma upadnie?
Jak to w ogóle jest, że pozwalamy rządom ratować firmy zasłaniając ten ohydny proceder tłumaczeniem, że ratowane korporacje są „zbyt duże, by upaść”?
No i dochodzimy do konkluzji, że część problemu uspołeczniania strat, to zwyczajnie efekt ulg, gwarancji i preferencji wywalczonych zwyczajnym, gangsterskim lobbingiem. Czyli patrzymy jak wielkie pieniądze przekupują polityków na wszelkich poziomach żeby zyskać i utrzymać bezkarność.
Ach, miałem się wkurwiać na korporacje, a wyszło mi znowu, że się wkurwiam na rząd i skorumpowanych polityków!
Do dupy z tym pisaniem!