Świat się zmienia
· Ten tekst jest dostępny również po angielsku
Zacznę może od tego, że nie mam nic ciekawego do powiedzenia.
Mimo wszystko postanowiłem zacząć pisać.
Dlaczego?
Bo uświadomiłem sobie, że będąc zwykłym, nudnym człowiekiem żyję w Bardzo Ciekawych Czasach: a skoro czasy są ciekawe, to na pewno narracja o tym, jak wyglądała perspektywa anonimowej jednostki może też okazać się ciekawa. Ot, taka hipoteza, którą ocenić może tylko historia.
Punktem przełomowym był dosłownie jeden ulotny moment na ostatniej imprezie firmowej: staliśmy we czterech z napojami w rękach i jakoś tak się złożyło, że wątek podryfował w kierunku „co to będzie za 5 lat” - i dosłownie nikt nie potrafił pokusić się o przewidywania przyszłości! Uświadomiłem sobie w tej chwili, że to scena niczym z dobrego filmu, którego akcja dzieje się w centrum kryzysu czy podczas przełomu epok. Oczywiście centrum naszej niepewności była Sztuczna Inteligencja - i nawet pisząc to mam takie dziwne poczucie odrealnienia: z jednej strony czuję niesamowitą ekscytację, bo żyję w uniwersum niczym z powieści sci-fi, a z drugiej strony czuję zniecierpliwienie niedojrzałością klasy politycznej oraz obrzydliwymi zachowaniami zasrańców stojących u sterów najpotężniejszych korporacji (m.in. rozwijających tę AI).
Moi koledzy - a są to ludzie działający w branży technologicznej (często będąc programistami) - też mają skrajnie różne podejścia i osądy. Karol na przykład, mający małe dzieci jasno powiedział, że czuje niejaki brak sensu uczenia ich języka angielskiego - no bo po co, skoro maszyna przetłumaczy wszystko lepiej?
Wielu z nich też się obawia braku pracy. Nie dalej jak dzisiaj rozmawiałem z kandydatem na programistę, który przyznał, że mając 10 lat doświadczenia zmaga się z brakiem ofert. Ten programista to też ciekawy przypadek z nieco innego powodu: widać, że jego niepokoje sprawiły, że sam sobie wsadza kijek w szprychy rowerka, na którym jedzie: tj. nie używa narzędzi, które dadzą mu przewagę nad innymi kandydatami, a dodatkowo nie bardzo umie się uczyć nowych rzeczy w sposób efektywny. No i widać było na naszej rozmowie, że jak mu dałem przestrzeń, to „wywentylował” swoją złość na twórców AI - niestety, powtarzając jedynie garść zasłyszanych, ale niekoniecznie solidnych argumentów: a to że AI zużywa wody na skalę, która może sprowadzić na ludzkość zagładę, a to że pisze tak zły kod, że są rzesze programistów, którzy już żyją z poprawiania tego kodu (acz przyznał, że nie spotkał nikogo takiego). Mówię o nim dlatego, że jest to żywy, konkretny przypadek, który przejawia myślenie wcale nie tak rzadkie wśród klasy programistów - a więc, można by się spodziewać, ludzi najlepiej poinformowanych co do tego, czym AI jest a czym nie jest. Otóż nic bardziej mylnego, jak widać. Zupełnie po drugiej stronie spektrum wydaje się stać mój przyjaciel Emsi: ten jest hiper-zafascynowany Sztuczną Inteligencją. Posuwa się do tego, że dyskredytuje wartość ludzkiego umysłu, twierdząc, że dzisiejsze LLMtj. Large Language Models - rodzaj sztucznej inteligencji (zbudowanej w oparciu o sieć neuronową) wytrenowany na ogromnych zbiorach tekstów do zadań z zakresu przetwarzania języka naturalnego, w szczególności generowania tekstu. Modele LLM potrafią generować, streszczać, tłumaczyć i analizować tekst w wielu różnych kontekstach. Stanowią one podstawę działania ChatGPT, Claude, Gemini, Grok czy DeepSeek. y działają praktycznie tak samo jak ludzki mózg. Mówi:
„Al jest doktadnie tak samo gtupie jak ludzie. To najlepszy dowód na to ze mechanizm ludzkiego umystu jest doktadnie taki sam jak ten Al.”
Wiem, że technologia już wiele razy zmieniła sposób życia ludzkości - również w sposób przełomowy, nie tylko ewolucyjny. Mam jednak wrażenie, że nigdy dotąd nie stworzyliśmy czegoś aż tak potężnego - a mam z tyłu głowy wynalazki takie jak bomba atomowa czy internet.
No cóż, zobaczymy.